Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Quo vadis?


Opowiem Ci o moim Jezusie.

Co to znaczy? - spytała mała dziewczynka zafrapowana właśnie namazanym sprayem na murze apteki napisem.

Cała fraza brzmiała  "Quo vadis, dupku?", jednakże z ostatnim wyrazem miała do czynienia dość często, przynajmniej na tyle, by w pełni go rozumieć i utożsamiać się z adresatem owej wypowiedzi.

"Dokąd idziesz?" To po łacinie. - odpowiedział starszy pan, a w jego niebieskich oczach zaświeciły się małe iskierki. Zaczął opowieść o dziele swego ulubionego Sienkiewicza, a zasłuchana dziewczynka, trzymając dziadka za rękę, pomyślała, że dobrze będzie owo pytanie sobie zapamiętać, bo kiedyś może się przydać. Szli dalej znikając między blokami popeerelowskiego osiedla.

Mijały tygodnie, miesiące, może lata. Zniknęło już dawno owo miejsce z mądrością w pozornej głupocie zapisanej na murze, jednak nie tak łatwo było usunąć nurtujące pytanie z pamięci. Powracało niemal codziennie domagając się odpowiedzi.

Niewiele uwagi poświęcało się wpajaniu dziewczynce wyższych wartości, toteż dorastała raczej sama w towarzystwie coraz to nowych filozoficznych książek. Generalnie niewielu rzeczom jakąkolwiek uwagę się poświęcało. Każdy miał swój świat i swoje kredki, a miejsce, które zwykła była nazywać domem, powoli stawało się jedynie miejscem zamieszkania obcych sobie ludzi.

Jesień i zima były do pewnego czasu tą częścią roku, którą matka spędzała w Polsce. Wtedy to co niedzielę dziewczynka szła na mszę. Ubierała błękitną pelerynkę i niezbyt ładnie śpiewała w chórze "Dzieci Maryi". Czuła, że ten Bóg, o którym na co dzień mało się wspominało, a na każde pytanie na Jego temat odpowiadało się "bo tak jest", musi gdzieś tam być. I musi być dobry. Może tylko akurat nie chce nikogo słyszeć.

Rozglądała się wokół i z biegiem czasu rosło w niej przekonanie, że można żyć inaczej. Była najlepszą uczennicą stwarzającą całkiem niezłe pozory, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tymczasem znad sufitu, zza ścian i spod podłogi dochodziły dobrze znane wrzaski, a wieczorem po łazienkowych rurach niósł się płacz. W domu, z którego nie raz trzeba było uciekać, fruwały garnki, a ludzie stawali się sobie coraz bardziej obcy. Patrząc w smutne oczy uśmiechniętych sąsiadów wciąż była pewna, że można żyć inaczej. Przecież te amerykańskie wycinki z filmów o szczęśliwych ludziach nie mogły okazać się stuprocentową utopią.

Jednak wkrótce, to, co od zawsze słyszała każdego dnia, zaczynało być integralną jej cząstką. Podobno ludzie zaczynają wierzyć w to, co wielokrotnie im się powtarza. "Podobno" stało się rzeczywistością. "Do niczego się nie nadajesz. Nic w życiu nie osiągniesz, tylko spójrz na siebie. Nie masz prawa nazywać się człowiekiem."

Przyszła jesień. Pytanie dalej tkwiło w jej głowie. Trenowane od pięciu lat, nigdy niechciane, judo stało się małym otworkiem, jakby dziurką od klucza, przez którą można było zajrzeć w dziwny i nieznany świat wschodni. I mniej-więcej tak zaczęły się wieczory w książkach poświęconych problematyce osiągnięcia harmonii z samym sobą i z otaczającym światem. Od książek do medytacji było już blisko. Dzień za dniem, coraz więcej. Nikomu o tym nie mówiła, bo i tak nikt nie traktował poważnie problemów egzystencjalnych małej dziewczynki. Czy było lepiej? Przeciwnie. Ale było inaczej. Tak zwany nowy rodzaj duchowości. Jedni mogli ćpać, inni pić, ona chociaż nie zatruwała życia innym. Kogo mogło chwalić to, co nie chwaliło Boga? Nie myślała o tym. Jednak wszystko szybko wymknęło się spod kontroli, nie decydowała już ona, a właśnie to zaczęło kontrolować ją. Przerażać coraz bardziej. Działy się rzeczy, których w żaden sposób nie potrafiła wytłumaczyć. Nie było sposobu, żeby się odciąć. Nie było nikogo, komu można było o tym powiedzieć. Pomyśleliby przecież, że jest wariatką. Którejś nocy obudziła się i zobaczyła czarną postać przy swoim łóżku. Nie mogła się poruszyć, nie mogła nawet krzyknąć. Historia zaczęła się powtarzać.

Myślała, że jedynym sposobem, by od tego się uwolnić, będzie skok z balkonu. Dziewięć podłóg niżej miało być rozwiązanie problemu? Bo odpowiedź na jej "Quo vadis?" brzmiała: do nikąd.

Ale ostatni raz chciała spróbować odnaleźć potencjalny kierunek. Zobaczyła na półce książkę dotąd odkurzaną jedynie na kolędę. Biblię. Kiedy usłyszała, że ma czytać nowy testament, postanowiła czytać jedynie stary. Znalazła tam więcej niż tylko słowa, nowe idee. Przeczytała historię Jozuego - małego człowieka, którego prowadził wielki Bóg. Kiedy Jozue był smutny i przerażony, Bóg pocieszał go i dodawał mu odwagi, kiedy On coś obiecywał, działy się wielkie rzeczy. Nie potrafiła w to wszystko uwierzyć, ale... jeśli On istnieje, to nie mógł się zmienić przez setki lat. Wyjrzała przez okno i zobaczyła wszystko, co w jesiennej chlapie toczyło się bez celu, do przodu. Zaczęła wołać "Boże, jeżeli Ty istniejesz, daj mi się poznać takim, o jakim tu przeczytałam, nie jako ten odległy, który milczy gdzieś w pięknie martwych obrazów widzianych w kościele".

Od pewnego czasu niedzielne przedpołudnia spędzała w małej kaplicy pełnej dziwnych ludzi. Ich oczy były przepełnione szczęściem, a kiedy śpiewali o Bogu, ich ręce były uniesione tak, jak gdyby chcieli Go dotknąć. Któregoś razu usłyszała słowa:

"Jest taki cud, który zmienia wszystko.
 Jest taki cud, który zmienia świat.
 Jest taki cud, który stwarza przyszłość.
 Jest taki cud, który przetrwa czas.
 Zaufaj Mu i wyznaj, że
 bez Niego nie potrafisz żyć,
 a Jezus nie opuści cię."

A kiedy nie miała już jakiejkolwiek nadziei, że wypowiadane słowa, wygrywane dźwięki nie zatrzymują się tylko na suficie, poczuła, że ktoś ją przytula. Nawet obróciła się, by sprawdzić, co się stało. Nikogo jednak nie było z tyłu i nikt tego nie zrobił. Stało się jedno - ten Bóg, do którego zawołała, zaczął odpowiadać. Być blisko. On, który delikatnym i cichym głosem powtarzał "Ja Jestem".

Wracała do domu, gdzie dalej nie było miejsca, w którym mogłaby poczuć się bezpiecznie. Ale to nie było już ważne. To, że wciąż słyszała, że jest nikim, nie było już ważne. To, że prawdopodobnie właśnie nikim była, nie było już ważne. To, gdzie zaprowadziły ją jej własne decyzje i wybory, nie liczyło się. Bo przyszedł ktoś, dla kogo nie liczył się jej brud i beznadzieja.

Przyszedł wielki Bóg, który miał wszystko. Stworzył ogromny świat i gdzieś tam zobaczył małą dziewczynkę, która zgubiła się na swojej drodze. Zobaczył też Ciebie i widział każdą złą decyzję i jej konsekwencje. Widział to wszystko, o czym nie mówi się w towarzystwie i wszystko, co było tak podłe, że chciałoby się o tym jedynie zapomnieć. Wiedział o każdej rzeczy, która się wydarzyła i pomimo tego postanowił zejść na ziemię. Jego miłość zaprowadziła Go na krzyż, a tam umarł, by dać ludziom możliwość rozpoczęcia nowego życia. Właśnie dlatego, że On umarł. Ale historia nie skończyła się na Golgocie. On zmartwychwstał. On żyje.

Dlaczego to, że wciąż słyszała, że jest nikim, nie było już ważne? Dlaczego to, że prawdopodobnie właśnie nikim była, nie było już ważne? Dlaczego miejsce, do którego zaprowadziły ją jej własne decyzje i wybory, nie było już ważne? Dostała nowe życie. On uwolnił ją. "Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!" (List do Rzymian 8:15) On zachwycił ją swoją miłością. Miłością, która naprawdę jest mimo wszystko. Dalej trzymała w swoich dłoniach Biblię. Tę samą księgę, do której wcześniej tak rzadko zaglądała. Nie potrafiła oderwać od tamtych liter swojego wzroku, bo każda z nich zdawała się krzyczeć o Jednym, który przenika wszystko.

„I zstąpi na ciebie Duch Pana, i wespół z nimi ogarnie cię zachwycenie, i przemienisz się w innego człowieka. A gdy te znaki wystąpią u ciebie, uczyń, cokolwiek ci się nadarzy, gdyż Bóg jest z tobą." (I Księga Samuela 10:6-7)

Do dziś minęło trochę czasu i upłynęło sporo wody w Wiśle. Dziewczynka też już chyba dorosła i właśnie kończy opisywać swoją historię, która tak naprawdę w tym miejscu dopiero się zaczyna. A Ty właśnie kończysz ją czytać.

W tym wszystkim, co działo się przez te opisane tu lata, od momentu ujrzenia owego napisu na murze, wydarzyło się wiele. Dzisiaj już wiem, że wtedy odpowiedzią na moje "Quo vadis?" było piekło. Na nic więcej nie zasłużyłam w swoim krótkim żywocie (Ap. 20:12-15). Ale On daje wybór. Bo dług za nasz grzech został już spłacony i zgładzony 2OOO lat temu na krzyżu. Każdy grzech, nawet ten, o którym pomyślisz stojąc sam na sam przed lustrem.

W tym momencie brak mi słów, by opisać to, co się stało. Wszechmogący Bóg ogarnął mnie swoją obecnością, która wypełnia powietrze. Nigdy na to nie zasłużyłam, bo nie jestem w stanie. On wyciągnął swoją wielką rękę i powiedział, że będzie iść obok. Dziś odpowiedzią na moje "Quo vadis?" jest On. Bo tam właśnie ucieka dziś moje serce. Bo poddać się Bogu to nie znaczy przegrać, a oddać Mu wszystko, nie znaczy stracić. Moim celem nie jest to, żeby widzieć wszystko, ale by widzieć Jego. Życie nie jest po to, aby je przeżyć. Nie mogę mieć wszystkiego, ale mogę mieć wszystko w Nim.

Można powiedzieć, że z Bogiem jest trochę jak z prądem. Patrzysz na gniazdko i wierzysz, że znajdziesz tam prąd. Wkładasz palec do gniazdka i przekonujesz się, że prąd rzeczywiście tam jest. Bóg nie będzie kazał patrzeć jedynie na "gniazdko". On pozwala się poznać. Naprawdę.

Zderzając się z ciężarówką, nie pozostaniesz już taki sam. Co stanie się, gdy zderzysz się z Bogiem?

Apostoł Paweł w liście do Rzymian pisze, że "zapłatą za grzech jest śmierć." Chrystus już umarł na krzyżu. A teraz czeka. Czyja śmierć będzie zapłatą za Twoje?

Quo vadis?

I jeszcze jedno - ten Bóg powiedział, że da się znaleźć każdemu, kto będzie szukać Go szczerym sercem. I niezależnie gdzie jesteś, możesz zacząć. Dzisiaj. Możesz myśleć, że Go nie ma. Próbowałeś szukać?

 

 

gg: 8016876
skype: kambukka
askmeaboutJesus@windowslive.com

 

i czytaj Biblię. I jak nie masz,
to chętnie Tobie wyślę.



Kambuka 22:07:25 5/10/2010 [komentarzy 2] Komentuj